Przejdź do głównej zawartości

ultra (Z)uchwałe (A)ktywności (D)obrze (E)kstremalnymi (K)niejami czyli witajcie w mojej bajce

Pisząc o Ultra ZADKU piszę każdorazowo o miejscu, w którym uwielbiam biegać. Napiszę nawet więcej - a mam do tego subiektywne prawo – o miejscu, w którym odbywa się najlepszy trailowy festiwal ultra w Polsce.

Cztery lata temu, grupa zapaleńców postanowiła w pierwszą sobotę marca zorganizować dwa biegi. Zaufało im dwieście osób. Ja byłem jednym z uczestników dłuższego dystansu. W mojej blogowej relacji napisałem wtedy, że byłem świadkiem narodzin wielkiej biegowej tradycji. Nie pomyliła się ta grupka zapaleńców, ale i nie pomyliłem się i ja.

Ultra ZADEK version 2026 to cztery dystanse (30 km, 50 km, 70 km i 100 km) i przeszło 450 uczestników (limit kilkukrotnie powiększany, a i tak spróbujcie znaleźć miejsce miesiąc przed startem 😀).

Gdybym miał w punktach opisać fenomen, a zarazem indywidualność tego festiwalu to zwróciłbym uwagę na następujące kwestie:

1. Profil na Facebooku nie pozwalający o sobie zapomnieć przez cały rok.

2.Kapitalne festiwalowe wydawnictwo: co? gdzie? kiedy? na poziomie programu na Speedway Grand Prix, a jako fan żużla wiem, co piszę ☺️.

3.Pełna gama festiwalowych gadżetów.

4.Świetnie oznakowane trasy, co edycję inne. Swoją drogą dające nieźle popalić 😅.

5.Co roku pogoda wymarzona do biegania. Jakie układy w tym zakresie ma Papa Tomek? 😉🤔

6.BUFETY, BUFETY, BUFETY. Dobra wiem, że krzyczę, ale to takie moje zwrócenie uwagi, gdyby ktoś nie zauważył 😉.

7.Limity czasowe takie, że każdy kto chce rozpocząć przygodę z trailem zarówno w wersji biegowej, jak i kijkowej na pewno się w nich zmieści. A jak się nie zmieści, to ekipa na niego poczeka, wyściska i absolutnie nawet nie pomyśli o jakichś DNF(ach) – wystarczy tylko zawitać na metę. Witek jak to czyta to mnie chyba zabije 😉😱.

8.Przystępne wpisowe, takie samo na wszystkie dystanse. Co prowadzi do możliwości zmiany wybranego wcześniej dystansu w … rozsądnym terminie.

9.Trzy przepaki na dystansach 70 km i 100 km. I to przepaki w ciepłym pomieszczeniu, gdzie w przyzwoitych warunkach można się przebrać czy skorzystać z ubikacji.

I tak wymieniałbym jeszcze sporo innych kwestii, a gdzie … właściwa relacja??? 😉🤔

Skoro więc 10 jest pewną liczbą symboliczną, to pod tym numerem wskażę jeszcze niesamowite towarzystwo tworzące ten festiwal, i mam tu na myśli zarówno ekipę organizatorów, jak i zawodników.

A teraz już dosłownie „parę” 😉 zdań o tym, co spotkało mnie w tym roku .

Po zeszłorocznych 70 km na kijkach (efekt operacji łąkotki, która miała miejsce 100 dni wcześniej), w tym roku decyzja mogła być tylko jedna – 70 km w wersji biegowej. Chociaż słowo bieg, w moim wykonaniu, jest dość odważnym określeniem 😉😅.

Tomek Cholewiński narobił nam sporego apetytu ubiegłorocznymi nagrodami dla „najdokładniejszych” biegaczy, więc w tym roku wspólnie z Justyną postanowiliśmy powalczyć o ten upominek. Jednego nie przewidzieliśmy, że takie same apetyty będą mieli moi krajanie ze Smaków Biegania czyli Cila z Irkiem. Ludzie! Takiej presji, i to jeszcze spory czas przed biegiem, to ja dawno nie odczuwałem 😉😱. Znając poukładanie  Irka, to ze sporą dozą prawdopodobieństwa mogłem założyć, że omówieniem strategii na ten bieg poświęcił niejedną rozmowę z Cilą. A mnie z Justyną, przy kilkuset kilometrach odległości pozostało tylko improwizowanie na miejscu 😉.

Ale zanim bieg w ogóle ruszył, to serdecznościom z całą rzeszą wolontariuszy po prostu nie było końca. Już na progu przywitał mnie Dominik, a potem krótka wizyta u Jolki i Piotra, którzy zaopiekowali się moim przepakiem od oddania go na starcie, aż po punkty na trasie i wydanie go na mecie 👍.


Później rozmowa z Janiną, która pracowała w festiwalowym sklepie. I tylko nie rozumiem, co ja takiego powiedziałem, że wywołałem taką salwę śmiechu, że musieliśmy powtarzać wspólnego selfika 🤔😉😂.

A jeśli rzecz dzieje się w Key-Key to obowiązkowe zdjęcie z Pauliną, bo jak go nie zrobię i nie umieszczę w relacji to nie … pomaszkecę na bufetach 😉😱(Paula czy dobrze zapamiętałem tę przestrogę sprzed paru lat?🤔).

Na deser oczywiście przedstartowe zdjęcia z ojcami dyrektorami, co prawda zagonionymi, zachrypniętymi, ale tak w ogóle, to do rany przyłóż 😉.


Człowiek zdążył wszystko oblecieć, gdy pojawili się moi główni rywale 😉 czyli Cila z Irkiem. I już wtedy dostrzegłem subtelne rozpoczęcie psychologicznych gierek. Na zewnątrz temperatura minusowa, a oni w krótkich spodenkach, sugerując, że niby od startu szybko polecą 😉😅. Ale ja na takie numery się nie nabieram 😉. 

A Justyny, na kwadrans przed startem, jak nie było, tak nie było. Czyżby zaspała, zapytał niewinnie Irek 😉😱🤔. Wyruszając na poszukiwanie zdążyłem przywitać się jeszcze z Piotrkiem, Krzyśkiem i Magdą, która myślami i ... spojrzeniem obserwowała przygotowania do odprawy technicznej 😉.


I wtedy dostrzegłem Justynę i dokonałem krótkiego zapoznania z moim drogim duetem ze Smaków Biegania 😀.

Nieodzownym punktem każdego biegu jest odprawa przedstartowa. Zauważyłem, że ludzie coś wpisują do smartfonów, coś na szybko notują. Ja zachowałem wyjątkowy spokój, bo najważniejsze zdjęcie – ilości kilometrów, na których usytuowane są ... bufety, zrobiłem sporo wcześniej 😂. Start dystansu 70 km następował o godzinie 6:04, więc Irek czuł się w obowiązku zdradzić taktykę na ten bieg, którą w pocie czoła przygotował z Cilą – „przewidujemy bieg ciągły między 6:04 a … 6:06”😉. A co potem, zapytałem. „Potem się … zobaczy” stwierdził Irek 😀.


Króciutkie przywitanie z ekipą Zatyranych Pilchowice i mogłem wystartować w towarzystwie … efektów specjalnych i oczywiście Cili, Justyny i Irka, dla których był to PIERWSZY bieg na dystansie 70 kilometrów ever.

 

Początkowe 16 kilometrów to lekki, ale odczuwalny mrozik i zarazem gorące przywitanie z … dobrze ekstremalnymi kniejami. Ich pokonywanie spowodowało, że stopa wykrzywiana na wszelkie możliwe sposoby, została bardzo solidnie wymasowana i przygotowana na dalsze doznania 😉😅. Pierwsze kilkanaście kilometrów to także zrozumienie taktyki Irka, który jako samozwańczy kierownik testował na nas różne pomysły, od totalnego przegonienia, po spokojny wręcz spacer 😅. Nie wiem jaki był jego zamysł, ale trzeba mu przyznać, że nawet się nie spostrzegłem, kiedy upłynęły kilometry do pierwszego bufetu pod wieżą. 



A jak pierwszy bufet, to wypadałoby coś przekąsić 😉😋.

Tym bardziej, że zostałem wręcz owacyjnie przywitany przez wolontariuszy 🤩. I jak tu w takiej sytuacji po prostu pobiec dalej?🤔😉 Reszta ekipy myślała podobnie wybierając smakołyki z obfitych i przepysznych bufetowych zasobów 😋. A było w czym wybierać: od owoców, słodyczy, ręcznie robionych kanapek po … boczek, w czym zasmakował Irek. Normalnie mówią, że to ja jestem łasuchem, ale muszę przyznać, że w osobach dziewczyn i Irka miałem zacne grono … naśladowców 😉. Dopiero groźba, że nie umieszczę ich … na zdjęciach z relacji spowodowała, że ruszyli … zadki 😀.





I kiedy już wybiegliśmy, zupełnie niespodziewanie zajechał nam drogę samochód dostawczy z napisem ... „bufet mobilny” i zaoferował nam naleśniki z dżemem. Justyna wzięła jako pierwsza i poczęstowała, a ja na takie smakołyki zawsze znajdę miejsce w żołądku 😋.


Kolejne 12 kilometrów, to kolejne knieje i kolejne wesołe dialogi, w których główne skrzypce odgrywał Irek. Słońce zaświeciło pełną krasą, ale jakoś wcale nie zrobiło się od tego cieplej, szczególnie w lasach. Zdecydowanie cieplej zrobiło mi się jednak na sercu, gdy przebojowa ekipa „Biegu Śladami Zeflika” już z daleka mnie rozpoznała, głośno i serdecznie zapraszając do przygotowanego przez nich bufetu na 28 kilometrze 🤩. Bardzo, bardzo dziękuję i liczę, że za rok na tym 12-kilometrowym odcinku zrobicie z … dwa paśniki, bo zasobów spożywczych i energii wam nie brakuje 👏.


A przed nami kolejny, blisko 20-kilometrowy odcinek do punktu pod wieżą. Powiem wam, że ja Irka nie poznawałem. Normalnie kierownik tej ekipy pełną gębą 😄👍. A to przetestował przed nami trasę, a to pomógł dziewczynom przeprawić się przez błota, a jak widział że atmosfera siada, to kierował rozmowę na takie tory, że niektórym od razu podnosiło się ciśnienie 😉😂😱.

 

 



Uwolniony od wszelkich obowiązków, skupiłem się na wyszukiwaniu na trasie opuszczonych, nieobsadzonych paśników, które mogłyby robić jako dodatkowe bufety na przyszłorocznej, jubileuszowej edycji ZADKA 😉😋.

Ja niestety na fory u Irka jakoś liczyć nie mogłem i pozostawiony na chwilę na bagnistym terenie, zanurzyłem się po kostki i … zgubiłem but 😱. Jak to dobrze, że był w krzykliwych kolorach i mogłem go odnaleźć w tym grzęzawisku.


Na szczęście już niedaleko był bufet i mogłem całe to zdenerwowanie przegryźć pomidorową, a dokładnie … czterema porcjami 😋😉😱.

Znalazłem też czas na przebranie się w lżejszy strój i szybką relację z trasy dla żony wraz z uspokojeniem, że jestem zaopiekowany i pojedzony 👍😋. I spokojnie mogłem wrócić do dalszej konsumpcji z nieodłącznym towarzyszem-kierownikiem. 


A propos kierowników, jedni wybierali wspólną konsumpcję, a inni jak Justyna wybierali z tymi kierownikami … wspólne fotki 😉.


A przed nami kolejny odcinek. A w nim gęste błotka, zastąpiła czysta, krystaliczna woda, przez którą należało się … przeprawić. Co to były za emocje i jak różne podejścia 😉. Jedni ściągali obuwie i wchodzili na bosaka (Justyna), inni wybierali worki (Irek i ja), a jeszcze inni chcąc przeprawić się w podobny sposób musieli te worki ... wyłowić (Cila). Jedno było pewne - ci którzy chcieli przeprawić się przerzuconym przez rzeczkę wyślizganym konarem, zaliczali pełną kąpiel 😱. Pewnemu szczęśliwcowi udało się suchą stopą tej sztuki dokonać  i gdy radośnie świętował tę okoliczność, to uświadomiliśmy mu, że znajduje się na … nie swojej trasie i czeka go powrót przez rzekę do punktu kontrolnego 😱.






Kolejna rzeczka była już z mostkiem, a tam czekało nas miłe spotkanie z festiwalowym fotografikiem Joasią.


To nagromadzenie emocji spowodowało, że Irek postanowił się wyciszyć, wlazł na jakąś górę i oddał się ... kontemplacji 😉.

Na szczęście, gdy Irek kontemplował, my usłyszeliśmy odgłosy bufetu przygotowanego przez ekipę 3 X KOPA i żwawym tempem pognaliśmy w tym kierunku. To był czas na solidne uzupełnienie braków w żołądkach i zapozowanie z zabawnymi tablicami, którymi upstrzono to miejsce. Ciekawostką było to, że każdy z nas znalazł właściwą tablicę dla siebie, a nawet dwie, trzy 😉😄.









A żeby podkreślić, że to woda była wiodącym elementem tego odcinka trasy, czekał nas trucht wokół jeziora i kolejna rzeczka z mostkiem.



Żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli, że jednak mamy do czynienia z dobrze ekstremalnymi kniejami, fragmenty takich odcinków zaserwował nam organizator.


I wreszcie ostatnie już spotkanie z jakże ekstremalnie gościnnym i wypasionym bufetem pod wieżą. Przedpołudniowy gwar i harmider, gdzieś się ulotnił. W blasku powoli zachodzącego słońca spotkaliśmy spore grono zawodników nordic walking i biegaczy z setki. Ostatnie ... trzy talerze pomidorowej, ostatnie kanapki: i te konkretne, i te z bananem, czekoladą i żelkami. Wysmarowanie starych kości zadkowym smarem 😉. Pożegnalne wyściskanie z wszystkimi tymi, którzy przez cały dzień tak dobrze się nami opiekowali 🥹. Solenne obietnice, że za rok na pewno tutaj się pojawimy 👍.





I czas ruszać na ostatni 16-kilometrowy odcinek. O ile poprzedni zdominowała woda, o tyle ten zdominowały wszelakiej maści kniejowe górki. Po tym jakże wyczerpującym dniu, to nie były łatwe podbiegi i zbiegi 😱. Zaczęło robić się ciemnawo, chłodnawo, chwila nieuwagi i człowiek mógł się wywalić. Różne myśli trzymały w grze każdego z nas, mnie ... przepyszny kołacz czekający na mecie.


I wreszcie jest – baner, który oznajmiał, że do mety już naprawdę niedaleko. Podobno miał tam czekać ktoś, kto od poprawnej odpowiedzi uzależniał wypuszczanie zawodników na ostatni odcinek. Jako, że nikogo już nie było, konkurs zorganizowaliśmy sobie … sami 😉. Irek z Cilą dzielnie rozszyfrowali skrót ZADEK 👍, za to Justyna miała niejakie trudności z rozszyfrowaniem słowa … ultra 😉.

Nie można takiej imprezy kończyć przyziemnie. Stąd Justyna wpadła na pomysł, aby metę przekroczyć w sposób jaki czynili to The Beatles na okładce płyty Abbey Road. Zamierzenie zamierzeniem, ale jak z odtworzenia oglądaliśmy nasz popis, to Irek stwierdził, że nasze wykonanie bardziej przypomina mu marsz … gangu Olsena 😉😂.



Zdjęcia na ściankach, bo bez nich udział w biegu się nie liczy 😉. Wszyscy uśmiechnięci, a ja czułem się trochę jak weteran w gronie świeżaków, którzy po raz pierwszy w życiu pokonali dystans 70 kilometrów. Ogromnie, ogromnie wam gratuluję 👏👏👏🤩🤩🤩.


Jak się później okazało, Papa Tomek zadbał, aby każdy z nich za swój wyczyn coś otrzymał. Irek z Cilą reklamówkę pełną gadżetów, Justyna pluszaka, a ja zadowoliłem się ... przepysznym kołaczem 😋.



Na koniec pamiątkowe zdjęcie znajomych finisherów setki czyli Marysi, Jakuba i Moniki wraz z Cilą  i Irkiem.

I nastąpił czas pożegnań 🥹. Z ogromnym żalem opuszczałem Witka i Tomka i ich całe ekstremalnie wesołe i przesympatyczne towarzystwo. Wykonaliście kawał niewyobrażalnej roboty 👏👏👏 i tylko porzućcie nadzieję, że za rok nie odwiedzę waszych … bufetów i coś tam nie spróbuję przy okazji potruchtać 😉😋😅.


Justyno, Celino i Ireneuszu – WIELKIE DZIĘKUJĘ za ten wspaniały czas od startu do mety. Czas rozmów, żartów, mobilizacji i … zadkowej degustacji 👏👏👏.

Na Ultra ZADKU, każdy znajdzie miejsce dla siebie. Ja opisałem go z perspektywy wesołych biegowych outsiderów wraz z "lekką" nutką konsumpcyjnego zabarwienia 😅😉😋. Ale wierzcie, że jest też całkiem spore grono ekstremalnie mocnych zawodników, którzy w pocie czoła walczą o miejsca na pudle i śrubują rekordy poszczególnych tras. Mam ogromny szacunek dla waszych dokonań i biję głośne brawa za osiągnięte rezultaty, mające swe przełożenia w miejscach na pudle 👏👏👏.

Komentarze

  1. Dzięki Jacku za piękny wpis , post to wszystko co napisałeś to prawda , było wesoło , smacznie oraz czasem niebezpiecznie . Dziękujemy za wspólne kilometry , wejście do mety 🚶🏽‍♂️🚶‍♀️🚶‍♀️🚶🏽‍♂️i powiem jeszcze jak 70 km przebiegliśmy to z taką Ekipa pewnie i więcej km może i 100 km tez by dał radę . Pozdrawiamy widzimy się za rok na Zadku 😉👏💪👌

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję. Do odważnych świat należy, więc nie takie dystanse jeszcze razem pokonamy 👏😅🤩

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ULTRA BŁATNIA CHARYTATYWNIE 24H DLA KRYSTIANKA

To już była jedenasta edycja Ultra Błatniej i przy okazji zaliczyłem swój mały jubileusz, bo do gościnnego Jaworza zawitałem po raz dziesiąty. Ja, u którego świętem jest trzykrotny start na tym samym biegu, w tym przypadku całkowicie straciłem głowę i przy okazji … żołądek 😉 dla tego wszystkiego co się zaczyna w pewnej wiacie, a kończy na szczycie Błatniej i … tak w koło Macieju. Trasa biegu prosta jak konstrukcja cepa – pika w górę z pewnym bagiennym odcinkiem przed szczytem i pika w dół. Oczywiście ja zawsze jakimś dziwnym trafem wprowadzam pewne innowacyjne przebiegi i nie inaczej było tym razem 😉. Wyżywienie – palce lizać i tu organizatorka Magdalena zaskoczyła mnie pewnym rozwiązaniem. O tym wszystkim poczytacie w tej relacji.  Ale jest coś, co za każdym razem sprawia, że mnie staremu chłopu ciężko ukryć wzruszenie. To bohater każdej edycji – dziecko, które wymaga naszej pomocy ❤️. Pomocy finansowej, ale myślę, że też pomocy takiej od serca – pokazania, że kilkaset osób z ...

DZIEŃ DOBRY KĘDZIERZYN-KOŹLE. FESTIWAL BIEGOWY. TRIADA

Ten weekend obfitował w wiele ciekawych imprez biegowych i wierzę, że jeśli tylko ktoś zechciał ruszyć się z kanapy to na pewno wybrał coś dla siebie. Ja w zasadzie wyboru nie miałem – musiałem pojawić się w Kędzierzynie-Koźlu na piątej, jubileuszowej edycji Festiwalu Biegowego „Dzień Dobry Kędzierzyn-Koźle”. Powody były dwa. W zeszłym roku zapisałem się na maraton, ale … pomyliłem godziny i ledwie zdążyłem na połówkę 😉. Tam zająłem miejsce na pudle i tak się tym faktem ucieszyłem, że po dekoracji od razu pojechałem do domu. I jak już dojechałem, to dowiedziałem się, że gdybym został, to w losowaniu nagród dla uczestników na mój numer padła główna wygrana – weekendowy pobyt w hotelu 😱. Rok czasu pozwolił mi o tym zapomnieć, ale pewne rachunki do wyrównania zostały 😉. A teraz, z okazji jubileuszowej edycji, organizatorzy czyli Fabryka Aktywności XYZ poszli na całość i oprócz tradycyjnych dystansów 10 km, 22 km i 44 km w kategorii bieg, nordic walking i bieg z psem dołożyli coś ek...