Żebra mówiły „NIE”, głowa mówiła „DAWAJ!” czyli mój pierwszy Maraton Warszawski w reclikowym i spartańskim wydaniu 😉
Mój piąty start w ekipie „Spartanie Dzieciom” i pierwszy Maraton Warszawski. To pięknie się zapowiadało. Za to życie, jak to życie, napisało własny scenariusz. Na szczęście z happy endem. 😉 Nie jestem człowiekiem asfaltu, więc postanowiłem zrobić sobie tydzień wcześniej prosty sprawdzian na twardej nawierzchni w Raciborzu. Nie przewidziałem tylko jednego - bardzo bolesnego upadku, połączonego z solidnym obiciem żeber. 😱 Przez cały tydzień nawet nie próbowałem truchtać. Ba! Momentami ciężko było mi się położyć na lewym boku. Lekarka przepisała stosowne leki i przenikliwie spojrzała na mnie na wieść, że tydzień po upadku zamierzam ... przebiec maraton. 😏 Formy szukałem więc podczas długich spacerów z moim gończym polskim oraz uspokajania samego siebie, że przecież… chodzić umiem. 😂 I w zasadzie aż do soboty biłem się z myślami: wystartować czy nie? Przekonały mnie trzy argumenty. Pierwszy – moja żona, która… nie była przeciwna. 😉 Drugi – start w ekipie „Spartanie Dzieciom”. A ...