Przejdź do głównej zawartości

VII Bieg Przeciszowski. Miałem się tylko nie zgubić… a jeszcze stanąłem na podium! 😉

Sobota, 5 września 2026

Znacie mój „styl” biegania i związane z tym „przygody” na trasie 😉🙃. A w Przeciszowie, zupełnie dla mnie przypadkowo i niezamierzenie, pobiegałem na poważnie, nie zgubiłem się i… zająłem 3. miejsce w swojej kategorii biegowej! 🤩

Świat stanął na głowie 🙃.

I to, po biegu w Czechach, zdarzyło mi się drugi raz w tym roku.

Ale proszę się nie martwić – trzeciego razu nie będzie 😀.

A nic nie zapowiadało takiego ciągu zdarzeń.

Tym razem na zawody wybrałem się z Irkiem i Pawłem, który był naszym kierowcą. Bieg wynalazłem… ja. I był to zupełny przypadek podczas poszukiwań, ale wybór już całkiem świadomy.

Z jednej strony to, co lubię – kameralność i niewielka liczba startujących. Z drugiej – opis trasy zapowiadał się całkiem interesująco. Czekały nas odwiedziny w Dolinie Karpia, a okoliczne stawy przyrębskie, gdzie występuje ponad 200 gatunków ptaków, zostały wpisane na listę europejskiej sieci ochrony Natura 2000. I wszystko to w miejscowości, której tradycje sięgają XIII wieku.

Czyli miało być i bieganie, i trochę zwiedzania. Jak znalazł dla mnie 😉.

Niestety dojazd nie nastrajał optymistycznie. Solidnie się rozpadało i zaczęliśmy się zastanawiać, co nas czeka na tej asfaltowo-trailowej nawierzchni, po której przyjdzie nam biec.

I tu jeszcze Paweł zaparkował całe… dwieście metrów od biura zawodów 😱😉.

Na szczęście szybko przemyślał swój błąd i znalazł miejsce parkingowe o połowę bliżej miejsca startu 😀👍.

Biuro zawodów ulokowane było w sali gimnastycznej – czysto, przestronnie, z miejscami do siedzenia i… konsumpcji. A jeszcze obok panie rozkładały smakołyki na kilku stołach. I jak tu potem opuścić taką salę i wystartować? 🤔😉😋

Zapoznanie z trasą 😉 i błyskawiczny odbiór pakietu startowego. U Irka i Pawła „trochę” dłuższy. Panowie, „metoda na Reclika” sprawdza się tylko u Reclika 😉😂.

A potem mogliśmy spokojnie zapozować z dwoma dużymi pluszowymi psiakami, a Irek nawet z… pucharem. A ja nie zdawałem sobie sprawy, jak prorocze okazało się to zapozowanie 😀.




Przed startem ucięliśmy sobie sympatyczną rozmowę z… obsługą stoiska grillowego, bo gdzie więcej możemy dowiedzieć się o biegu niż właśnie tam? 😀 I oczywiście dostaliśmy 1000-procentowe zapewnienie, że na tej trasie zgubić się nie można. Irek z Pawłem spojrzeli na mnie i wybuchnęli głośnym śmiechem 😂.

A tu zonk…

Po czasie okazało się, że był to pierwszy bieg w tym roku, na którym… nie pomyliłem trasy! 😱👍

Przed samym startem czekała nas jeszcze rozgrzewka z energetyczną parą prowadzących. Rozgrzewka konkretna i na pewno przydatna 👏, ale nasza trójka ma już swoje lata i podeszła do niej… symbolicznie, żeby nie nabawić się kontuzji jeszcze przed sygnałem do rozpoczęcia biegu 😉.



Nie wiem, jakie układy na górze mają organizatorzy, ale deszcz ustał całkowicie. Kilkanaście stopni na plusie, lekki wiaterek, słońce za chmurami i czekające nas piękne krajobrazy. Czy wyobrażacie sobie lepsze warunki do biegania? 👍👏😅

Nic więc dziwnego, że gdy tylko padła komenda do startu, Irek i Paweł wytargali do przodu 😅. Ja tradycyjnie z tyłu. Miałem ich w zasięgu wzroku, ale jakoś tak dałem ponieść się entuzjazmowi i przez pierwsze dwa kilometry leciałem w czasie około… 5 minut na kilometr 😱.



Ale potem naszła mnie refleksja: gdzie mi tam do kilka lat młodszych znajomych? 😉😅

Zwolniłem. I wtedy dobiegł do mnie zawodnik, z którym już do samej mety pokonywałem kolejne kilometry. Bieganie traktuję kompletnie na luzie, a jednak muszę to napisać – te wspólne kilometry z nowo poznanym Staszkiem były dla mnie fajnym, poważnym biegowym doświadczeniem 👏👍.

Myślę, że Staszek się nie obrazi, jeśli wspomnę, że ma 67 lat i od 47 lat nieprzerwanie uczestniczy w Maratonie Warszawskim. Z opowieści o ludziach, których zna, miejscach, w których biegał, oraz przemyśleniach związanych z bieganiem można by napisać naprawdę ciekawą książkę. Byłem pod sporym wrażeniem zarówno naszych rozmów, jak i praktycznie jednolitego tempa, które dyktował 👏.

A gdy na szóstym kilometrze do naszego duetu dołączył 16-letni Kuba, muszę stwierdzić, że stworzyliśmy prawdziwą międzypokoleniową sztafetę. Pod przewodnictwem Staszka, bez momentów kryzysowych, biegliśmy do mety 👍. Przyznam, że dawno tak szybko nie pokonałem półmaratonu. A może nie chciałem być gorszy od jedenaście lat starszego Staszka i czterdzieści lat młodszego Kuby? 🤔😅

Oni nie pękali, więc i ja nie chciałem pokazać, że odpuszczam 😅.

Parę zdjęć na trasie zdążyłem zrobić, ale wiązało się to potem ze zwiększeniem tempa, żeby dołączyć do wspomnianej dwójki.





Panowie, bardzo Wam dziękuję za te kilometry i wisienkę na torcie w postaci wspólnego wbiegnięcia na metę 👏👏👏.


Ze Staszkiem, to nawet zdążyłem umówić się na kolejny wspólny bieg w przyszły roku.



A po biegu, przy pysznej grillowej kiełbasce, musieliśmy oddać szacunek obsłudze, która trafnie przewidziała, że na tej trasie nie sposób się zgubić 👍.

Po reclikowemu przyznaję – trasa była oznaczona fenomenalnie 👏👏👏. Każdy z dystansów miał oznakowania w swoim kolorze, były chorągiewki pokazujące przebyte kilometry, tabliczki kierunkowe, strzałki na powierzchni i wreszcie świetna praca strażaków z OSP Przeciszów 👏👏👏. Ale w dwóch miejscach tylko dzięki stanowczości Staszka, Reclik nie skręcił w sobie tylko wiadomym kierunku 😉🙃😱.

Czekała mnie jeszcze mega niespodzianka.

Irek, który przyleciał pierwszy spośród naszej rybnickiej trójki, dzielnie zdążył ogarnąć sprawy… chronometrażowe 😀👍. I wyszło mu, że w kategorii M50 on zajął pierwsze miejsce, a ja trzecie.




Irku – ogromne, ogromne gratulacje! 👏👏👏 Pierwsze wejście w nową kategorię i od razu taki sukces.

Ja też byłem bardzo szczęśliwy. I to… wielowymiarowo 😀.

Fajnie było spotkać się z Irkiem na jednym podium. Z tym, że Irek zapewniał, że z biegiem lat będzie tylko lepszy 😀. Ja się tym nie martwię. Bo gdy on będzie się rozkręcał, ja zdążę czmychnąć do wyższej kategorii wiekowej 😀.

I sprawa najważniejsza – to w tym roku moje drugie podium i drugi puchar. A mając z tyłu głowy wytyczne, a w zasadzie przekaz mojej żony: „Każdy przywieziony puchar z biegu oznacza moją zgodę na Twoje starty w roku następnym” 😉😅 od razu po przyjeździe do domu uzyskałem zapewnienie Marioli, że mam jej zgodę na starty w latach 2027 i 2028.

Ufff… Nawet nie wiecie, jak bardzo się ucieszyłem i jak duży kamień spadł mi z serca 😀.

Po odpowiednim uhonorowaniu mnie i Irka przez organizatorów oraz prowadzącego Pawła Janickiego 👏, mogliśmy oddać się przekąszeniu tego, co zabraliśmy ze sobą 😀😋. 

Żeby nie podpaść, od razu całą trójką zapewniamy, że słodkości były kupne i w żaden sposób nawet nie zbliżają się do tego, co podczas ostatnich biegów przygotowały dla nas Ewa, Celina i Jolka.

Dziewczyny, bardzo tęsknię za kolejnym wspólnym startem, oczywiście nie zapominam także o Marysi, Elwirze i Adzie. Wypowiadam się za siebie, bo nie wiem, czy Irek z Pawłem nie tęsknią bardziej za Waszymi własnoręcznie robionymi smakołykami 🤔😉😂.

Oczywiście nie mogę nie wspomnieć, że jak na tak kameralny bieg spotkałem całkiem pokaźne grono znajomych.

Rafał Bandoła – ogromnie się ucieszyłem z naszego spotkania. Od ostatniego, na Beskidzkim Toporze, minęły już przeszło dwa lata. Gratuluję Ci życiówki na półmaratonie 👏 i liczę, że na następny biegowy kontakt nie będę czekał tak długo.

Andrzej Suwald – spotkanie z Tobą na trasie było sporym zaskoczeniem. I jak zawsze z nieodłącznym czworonożnym towarzyszem. Fajnie Cię widzieć w dobrej kondycji i oczywiście gratuluję miejsca na podium 👏.

Tomasz Sadowski – dla mnie jesteś tytanem pracy w nordic walking. Głośno Cię oklaskiwałem za pierwsze miejsce open na dystansie 6 km z kijkami 👏. Życzę kolejnych sukcesów.

Bogdan Gaweł – nasze biegowe ścieżki krzyżują się zawsze kilka razy do roku. Gratuluję miejsca na podium w biegu na 6 km w kategorii 60–100 👏 i życzę wielu lat w zdrowiu i kondycji. Patrzę na Ciebie z zazdrością i mam nadzieję, że jeszcze przez wiele lat będę w stanie dotrzymywać Ci kroku.

Organizatorom gratuluję perfekcyjnie zorganizowanego biegu 👏👏👏. A życzliwością, z jaką podchodziliście do zawodników, można obdzielić kilka zawodów. I aż dziw bierze, że ja, taki biegowy obieżyświat, pojawiłem się u Was pierwszy raz, a przecież była to już siódma edycja. Na pewno nie ostatni.

I na koniec o cichym bohaterze tego wypadu. Paweł – dziękuję, że bezpiecznie nas zawiozłeś i odwiozłeś 👏. Nie miałeś lekkich warunków, bo Irek w drodze powrotnej „parę razy” odtwarzał filmik z dekoracji 😂😱, a Ty musiałeś w 3D wysłuchiwać naszego gadulstwa 😂😱. A przecież bezproblemowo uporałeś się z trasą półmaratonu i tylko miałeś małego pecha w postaci innej, dużo bardziej obsadzonej kategorii wiekowej. No i nie zapomnę twojego komentarza po dekoracji Irka i mnie: "starsi panowie, starsi panowie dwaj. Już szron na głowie (to o mnie , bo Irek jest łysy 😉 - dopisek autora), już nie to zdrowie, a w sercu i ... w nogach, ciągle maj" 😂.


VII Bieg Przeciszowski – zdecydowanie zapisuję na plus.

Było bieganie.

Była dobra trasa.

Byli świetni ludzie.

Był puchar.

Nie zgubiłem się. 

Była pyszna kiełbaska z grilla i słodkości na sali sportowej.

I najważniejsze…

Mam zgodę na kolejne starty w 2027 i 2028 roku! 😂🏆🏃‍♂️

Czego chcieć więcej? 😉




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

ultra (Z)uchwałe (A)ktywności (D)obrze (E)kstremalnymi (K)niejami czyli witajcie w mojej bajce

Pisząc o Ultra ZADKU piszę każdorazowo o miejscu, w którym uwielbiam biegać. Napiszę nawet więcej - a mam do tego subiektywne prawo – o miejscu, w którym odbywa się najlepszy trailowy festiwal ultra w Polsce. Cztery lata temu, grupa zapaleńców postanowiła w pierwszą sobotę marca zorganizować dwa biegi. Zaufało im dwieście osób. Ja byłem jednym z uczestników dłuższego dystansu. W mojej blogowej relacji napisałem wtedy, że byłem świadkiem narodzin wielkiej biegowej tradycji. Nie pomyliła się ta grupka zapaleńców, ale i nie pomyliłem się i ja. Ultra ZADEK version 2026 to cztery dystanse (30 km, 50 km, 70 km i 100 km) i przeszło 450 uczestników (limit kilkukrotnie powiększany, a i tak spróbujcie znaleźć miejsce miesiąc przed startem 😀). Gdybym miał w punktach opisać fenomen, a zarazem indywidualność tego festiwalu to zwróciłbym uwagę na następujące kwestie: 1.  P rofil na Facebooku nie pozwalający o sobie zapomnieć przez cały rok. 2. Kapitalne festiwalowe wydawnictwo: co? gd...

Jadalne kwiaty, sesja leżakowa i pięć pętelek czyli ULTRA BŁATNIA dla KAZIKA w wersji ... reclikowej 😉😅

  Gdybym napisał, że na Ultra Błatniej w edycjach zimowej i letniej startuję od zawsze, to … niewiele bym się pomylił. I wyobraźcie sobie, że teraz miało mnie nie być. 😱 Tak się złożyło, że termin imprezy pokrywał się z pierwotnym terminem Festiwalu Biegowego w Piwnicznej-Zdroju, na który się wybierałem wspólnie z synem. I wiecie co? Ultra Błatnia, jak miała się odbyć, tak się odbyła, a organizatorzy biegania w Piwnicznej z września przenieśli je na lipiec, by po krótkim czasie w ogóle imprezę odwołać.  A ja otrzymałem cenną lekcję, żeby nawet nie myśleć o innych biegach, gdy legendarna wiata w Jaworzu, z niezwykle smakowitym wyposażeniem, na mnie czeka. 😋 I z takim przekonaniem i czystym sumieniem zaklepałem sobie numery startowe tych zawodów ultra dla … nieultrasów na najbliższe … 12 lat. 😂 Każda edycja Błatniej ma swojego bohatera. Tym razem zbieraliśmy środki dla cierpiącego na dystrofię mięśniową Duchenne’a 3-letniego Kazika Sromka. Czy uwierzycie, że trzeba zebr...

ULTRA BŁATNIA 24H DLA KSAWEREGO

  Moja kolejna relacja z Błatniej. I pewnie myślicie co nowego można napisać z imprezy, która odbywa się dwa razy do roku i na której od wielu lat się bywa ? A ja niezmiennie odpowiadam, zawsze mam potężne dylematy co pominąć, co skrócić, bo tak wiele się dzieje. I zawsze straszę Magdalenę, Mateusza i Grzegorza, że zostanę tu kiedyś pełną dobę i napiszę … epicką relację 😱😂. I Oni zawsze słuchają tej mojej zapowiedzi z przerażeniem w oczach. I bynajmniej nie martwią się rozmiarami mojej opowieści, ale tym, czy ten dobrze zaopatrzony bufet byłby w stanie wytrzymać moje wizyty przez całą dobę 😂😋. Nie uwierzycie, ale robiąc te kilometry na poszczególnych pętlach, przyplątała się do mnie pewna szlagierowa piosenka zespołu Baciary, którą usłyszałem na jakimś plenerowym festynie poprzedzonym biegiem. Przyplątała się i odczepić nie mogła 😉. I już oczyma wyobraźni słyszę te głosy oburzenia – Reclik ty słuchasz takich piosenek ? 😱 A ja zawsze zastanawiam się jak to możliwe, że pios...