Znacie mój „styl” biegania i związane z tym „przygody” na trasie 😉🙃. A w Przeciszowie, zupełnie dla mnie przypadkowo i niezamierzenie, pobiegałem na poważnie, nie zgubiłem się i… zająłem 3. miejsce w swojej kategorii biegowej! 🤩
Świat stanął na głowie 🙃.
I to, po biegu w Czechach, zdarzyło mi się drugi raz w tym roku.
Ale proszę się nie martwić – trzeciego razu nie będzie 😀.
A nic nie zapowiadało takiego ciągu zdarzeń.
Tym razem na zawody wybrałem się z Irkiem i Pawłem, który był naszym kierowcą. Bieg wynalazłem… ja. I był to zupełny przypadek podczas poszukiwań, ale wybór już całkiem świadomy.
Z jednej strony to, co lubię – kameralność i niewielka liczba startujących. Z drugiej – opis trasy zapowiadał się całkiem interesująco. Czekały nas odwiedziny w Dolinie Karpia, a okoliczne stawy przyrębskie, gdzie występuje ponad 200 gatunków ptaków, zostały wpisane na listę europejskiej sieci ochrony Natura 2000. I wszystko to w miejscowości, której tradycje sięgają XIII wieku.
Czyli miało być i bieganie, i trochę zwiedzania. Jak znalazł dla mnie 😉.
Niestety dojazd nie nastrajał optymistycznie. Solidnie się rozpadało i zaczęliśmy się zastanawiać, co nas czeka na tej asfaltowo-trailowej nawierzchni, po której przyjdzie nam biec.
I tu jeszcze Paweł zaparkował całe… dwieście metrów od biura zawodów 😱😉.
Na szczęście szybko przemyślał swój błąd i znalazł miejsce parkingowe o połowę bliżej miejsca startu 😀👍.
Biuro zawodów ulokowane było w sali gimnastycznej – czysto, przestronnie, z miejscami do siedzenia i… konsumpcji. A jeszcze obok panie rozkładały smakołyki na kilku stołach. I jak tu potem opuścić taką salę i wystartować? 🤔😉😋
Zapoznanie z trasą 😉 i błyskawiczny odbiór pakietu startowego. U Irka i Pawła „trochę” dłuższy. Panowie, „metoda na Reclika” sprawdza się tylko u Reclika 😉😂.
A potem mogliśmy spokojnie zapozować z dwoma dużymi pluszowymi psiakami, a Irek nawet z… pucharem. A ja nie zdawałem sobie sprawy, jak prorocze okazało się to zapozowanie 😀.
Przed startem ucięliśmy sobie sympatyczną rozmowę z… obsługą stoiska grillowego, bo gdzie więcej możemy dowiedzieć się o biegu niż właśnie tam? 😀 I oczywiście dostaliśmy 1000-procentowe zapewnienie, że na tej trasie zgubić się nie można. Irek z Pawłem spojrzeli na mnie i wybuchnęli głośnym śmiechem 😂.
A tu zonk…
Po czasie okazało się, że był to pierwszy bieg w tym roku, na którym… nie pomyliłem trasy! 😱👍
Przed samym startem czekała nas jeszcze rozgrzewka z energetyczną parą prowadzących. Rozgrzewka konkretna i na pewno przydatna 👏, ale nasza trójka ma już swoje lata i podeszła do niej… symbolicznie, żeby nie nabawić się kontuzji jeszcze przed sygnałem do rozpoczęcia biegu 😉.
Nie wiem, jakie układy na górze mają organizatorzy, ale deszcz ustał całkowicie. Kilkanaście stopni na plusie, lekki wiaterek, słońce za chmurami i czekające nas piękne krajobrazy. Czy wyobrażacie sobie lepsze warunki do biegania? 👍👏😅
Nic więc dziwnego, że gdy tylko padła komenda do startu, Irek i Paweł wytargali do przodu 😅. Ja tradycyjnie z tyłu. Miałem ich w zasięgu wzroku, ale jakoś tak dałem ponieść się entuzjazmowi i przez pierwsze dwa kilometry leciałem w czasie około… 5 minut na kilometr 😱.
Ale potem naszła mnie refleksja: gdzie mi tam do kilka lat młodszych znajomych? 😉😅
Zwolniłem. I wtedy dobiegł do mnie zawodnik, z którym już do samej mety pokonywałem kolejne kilometry. Bieganie traktuję kompletnie na luzie, a jednak muszę to napisać – te wspólne kilometry z nowo poznanym Staszkiem były dla mnie fajnym, poważnym biegowym doświadczeniem 👏👍.
Myślę, że Staszek się nie obrazi, jeśli wspomnę, że ma 67 lat i od 47 lat nieprzerwanie uczestniczy w Maratonie Warszawskim. Z opowieści o ludziach, których zna, miejscach, w których biegał, oraz przemyśleniach związanych z bieganiem można by napisać naprawdę ciekawą książkę. Byłem pod sporym wrażeniem zarówno naszych rozmów, jak i praktycznie jednolitego tempa, które dyktował 👏.
A gdy na szóstym kilometrze do naszego duetu dołączył 16-letni Kuba, muszę stwierdzić, że stworzyliśmy prawdziwą międzypokoleniową sztafetę. Pod przewodnictwem Staszka, bez momentów kryzysowych, biegliśmy do mety 👍. Przyznam, że dawno tak szybko nie pokonałem półmaratonu. A może nie chciałem być gorszy od jedenaście lat starszego Staszka i czterdzieści lat młodszego Kuby? 🤔😅
Oni nie pękali, więc i ja nie chciałem pokazać, że odpuszczam 😅.
Parę zdjęć na trasie zdążyłem zrobić, ale wiązało się to potem ze zwiększeniem tempa, żeby dołączyć do wspomnianej dwójki.
Panowie, bardzo Wam dziękuję za te kilometry i wisienkę na torcie w postaci wspólnego wbiegnięcia na metę 👏👏👏.
Po reclikowemu przyznaję – trasa była oznaczona fenomenalnie 👏👏👏. Każdy z dystansów miał oznakowania w swoim kolorze, były chorągiewki pokazujące przebyte kilometry, tabliczki kierunkowe, strzałki na powierzchni i wreszcie świetna praca strażaków z OSP Przeciszów 👏👏👏. Ale w dwóch miejscach tylko dzięki stanowczości Staszka, Reclik nie skręcił w sobie tylko wiadomym kierunku 😉🙃😱.
Czekała mnie jeszcze mega niespodzianka.
Irek, który przyleciał pierwszy spośród naszej rybnickiej trójki, dzielnie zdążył ogarnąć sprawy… chronometrażowe 😀👍. I wyszło mu, że w kategorii M50 on zajął pierwsze miejsce, a ja trzecie.
Irku – ogromne, ogromne gratulacje! 👏👏👏 Pierwsze wejście w nową kategorię i od razu taki sukces.
Ja też byłem bardzo szczęśliwy. I to… wielowymiarowo 😀.
Fajnie było spotkać się z Irkiem na jednym podium. Z tym, że Irek zapewniał, że z biegiem lat będzie tylko lepszy 😀. Ja się tym nie martwię. Bo gdy on będzie się rozkręcał, ja zdążę czmychnąć do wyższej kategorii wiekowej 😀.
I sprawa najważniejsza – to w tym roku moje drugie podium i drugi puchar. A mając z tyłu głowy wytyczne, a w zasadzie przekaz mojej żony: „Każdy przywieziony puchar z biegu oznacza moją zgodę na Twoje starty w roku następnym” 😉😅 od razu po przyjeździe do domu uzyskałem zapewnienie Marioli, że mam jej zgodę na starty w latach 2027 i 2028.
Ufff… Nawet nie wiecie, jak bardzo się ucieszyłem i jak duży kamień spadł mi z serca 😀.
Po odpowiednim uhonorowaniu mnie i Irka przez organizatorów oraz prowadzącego Pawła Janickiego 👏, mogliśmy oddać się przekąszeniu tego, co zabraliśmy ze sobą 😀😋.
Żeby nie podpaść, od razu całą trójką zapewniamy, że słodkości były kupne i w żaden sposób nawet nie zbliżają się do tego, co podczas ostatnich biegów przygotowały dla nas Ewa, Celina i Jolka.
Dziewczyny, bardzo tęsknię za kolejnym wspólnym startem, oczywiście nie zapominam także o Marysi, Elwirze i Adzie. Wypowiadam się za siebie, bo nie wiem, czy Irek z Pawłem nie tęsknią bardziej za Waszymi własnoręcznie robionymi smakołykami 🤔😉😂.
Oczywiście nie mogę nie wspomnieć, że jak na tak kameralny bieg spotkałem całkiem pokaźne grono znajomych.
Rafał Bandoła – ogromnie się ucieszyłem z naszego spotkania. Od ostatniego, na Beskidzkim Toporze, minęły już przeszło dwa lata. Gratuluję Ci życiówki na półmaratonie 👏 i liczę, że na następny biegowy kontakt nie będę czekał tak długo.
Andrzej Suwald – spotkanie z Tobą na trasie było sporym zaskoczeniem. I jak zawsze z nieodłącznym czworonożnym towarzyszem. Fajnie Cię widzieć w dobrej kondycji i oczywiście gratuluję miejsca na podium 👏.
Tomasz Sadowski – dla mnie jesteś tytanem pracy w nordic walking. Głośno Cię oklaskiwałem za pierwsze miejsce open na dystansie 6 km z kijkami 👏. Życzę kolejnych sukcesów.
Bogdan Gaweł – nasze biegowe ścieżki krzyżują się zawsze kilka razy do roku. Gratuluję miejsca na podium w biegu na 6 km w kategorii 60–100 👏 i życzę wielu lat w zdrowiu i kondycji. Patrzę na Ciebie z zazdrością i mam nadzieję, że jeszcze przez wiele lat będę w stanie dotrzymywać Ci kroku.
Organizatorom gratuluję perfekcyjnie zorganizowanego biegu 👏👏👏. A życzliwością, z jaką podchodziliście do zawodników, można obdzielić kilka zawodów. I aż dziw bierze, że ja, taki biegowy obieżyświat, pojawiłem się u Was pierwszy raz, a przecież była to już siódma edycja. Na pewno nie ostatni.
I na koniec o cichym bohaterze tego wypadu. Paweł – dziękuję, że bezpiecznie nas zawiozłeś i odwiozłeś 👏. Nie miałeś lekkich warunków, bo Irek w drodze powrotnej „parę razy” odtwarzał filmik z dekoracji 😂😱, a Ty musiałeś w 3D wysłuchiwać naszego gadulstwa 😂😱. A przecież bezproblemowo uporałeś się z trasą półmaratonu i tylko miałeś małego pecha w postaci innej, dużo bardziej obsadzonej kategorii wiekowej. No i nie zapomnę twojego komentarza po dekoracji Irka i mnie: "starsi panowie, starsi panowie dwaj. Już szron na głowie (to o mnie , bo Irek jest łysy 😉 - dopisek autora), już nie to zdrowie, a w sercu i ... w nogach, ciągle maj" 😂.
VII Bieg Przeciszowski – zdecydowanie zapisuję na plus.
Było bieganie.
Była dobra trasa.
Byli świetni ludzie.
Był puchar.
Nie zgubiłem się.
Była pyszna kiełbaska z grilla i słodkości na sali sportowej.
I najważniejsze…
Mam zgodę na kolejne starty w 2027 i 2028 roku! 😂🏆🏃♂️
Czego chcieć więcej? 😉






























Komentarze
Prześlij komentarz